Zapomniany komendant. Cz. 1. – Rok 1943 na limanowszczyźnie.

Przedstawiamy sylwetkę mjr. Juliana Krzewickiego, oficera przedwojennego 20 pp Ziemi Krakowskiej, który brał udział w wojnie niemiecko-polskiej, we wrześniu 1939 r. Tworzył zręby konspiracji na terenie ziemi gorlickiej, następnie od 1943 r. do 1945 r. organizował działalność partyzancką na terenie limanowszczyzny. Wśród sylwetek postaci związanych z limanowszczyzną, z czasem okupacji, bardziej znane były biografie ks. płk Józefa Jońca, ppłk Juliana Dutki „Jaworza”, czy choćby, gen. Zygmunta Berlinga. Postanowiliśmy przedstawić sylwetkę nieco zapomnianego przez miejscowych, mjr. J. Krzewickiego.

(...)Mój nowy Obwód zastałem dobrze zorganizowany. Zalesione góry były znakomitym terenem dla partyzantki. Było wielu członków, w tym sporo oficerów. Sprawnie działała łączność.(…)Nie byłem już narażony na „wsypę” i aresztowanie, mogłem więc poświęcić się całkowicie pracy konspiracyjnej(…)Tu, w limanowskim, czułem się znacznie bezpieczniej, choć miałem świadomość stale czyhającego, okupacyjnego zagrożeni(...)

Tak w krótkich słowach, scharakteryzował swój pobyt na terenie ziemi limanowskiej, jej ostatni Komendant (Obwód Limanowa AK, odpowiednik współczesnego powiatu), kpt. Julian Krzewicki.

Po licznych perturbacjach wojennych, udziale w kampanii wrześniowej, jako dowódca kompani dział przeciwpancernych 20 pp Ziemi Krakowskiej, w Armii „Kraków”, wówczas porucznik, brał udział w organizacji konspiracji na terenie Gorlic. W drugiej połowie 1943 r., por. Krzewicki został przeniesiony na limanowszczyznę, w wyniku „wsypy” i „spalenia” na dotychczasowym obszarze działania.

Obwód limanowskiej AK, we wrześniu 1943 r., obejmował swoim zasięgiem, w przybliżeniu obszar podobny do obecnego terenu powiatu. Na terenie Obwodu, działało kilka placówek AK, które odpowiadały obszarem, przedwojennym gminom. Były to placówki:

  • „Browar” – Limanowa, Sowliny, Lipowe, Mordarka
  • „Dym” – Dobra, Skrzydlna, Wilkowisko, Jurków, Szczyrzyc, Porąbka
  • „Kłos” – Łukowica, Świdnik, Przyszowa, Jastrzębie, Młyńczyka
  • „Kuźnia” – Słopnice Królewskie i Szlacheckie
  • „Młyn” – Laskowa, Makowica, Pasierbiec, Młynne
  • „Mosiądz” – Mszana Dolna, Mszana Górna, Niedźwiedź
  • „Sandacz” – Jodłownik, G. św. Jana, Kostrza, Krasne, Lasocice, Lipie, Mstów, Rzeki, Sadek, Słupia, Szyk
  • „Urna” – Ujanowice, Krosna, Żmiąca, Strzeszyce, Jaworzna, Kamionka Mała
  • „Tartak” – Kamienica, Zalesie, Szczawa
  • „Trzos” – Tymbark, Piekiełko, Kisielówka, Zamieście, Rupniów, Stare Rybie, Nowe Rybie, Podłopień

Obwód nosił kryptonim „Perz”. W głównej mierze po 1941 r., kiedy aparat okupanta skutecznie rozbił sieć placówek AK. Dopiero w roku 1943 r., doszło do odbudowy większości placówek, przez lokalnych żołnierzy, nauczycieli, działaczy, oraz kilku miejscowych oficerów, którzy działali z przerwami od początku okresu okupacji.

Kpt. Krzewicki musiał mieć zorganizowaną na tyle dobrą kryjówkę-melinę, zarówno by móc się ukryć i bezpiecznie kierować dalszą rozbudową struktur AK w regionie. Kpt. Krzewicki posługiwał się pseudonimami: „Szczepan”, wewnątrz Obwodu i po za nim „Filip”.

(…)Kwaterowałem praktycznie przez cały czas pod Kostrzą we wsi Szyk u Andrzeja Papieża. Był to teren placówki Jodłownik, której komendantem był kierownik tamtejszej szkoły Zygmunt Pawłowski „Borsuk”.(…)W Szyku i Kostrzy panowała niezwykła solidarność i jedność. Chodziliśmy wśród nich umundurowani i uzbrojeni. Nie było przypadku, by ktoś się na tych ludziach zawiódł w czasie okupacji(…)

Placówki na terenie limanowszczyzny, były słabo uzbrojone. Broń, którą udało się co niektórym przechować po wrześniu 1939 r., była często źle zakonserwowana i nie nadawała się do użytku. Podstawę, stanowiła broń krótka (egzemplarze, które udało się ukraść okupantowi lub policji „granatowej”, lub takie, które udało się zakupić, różnymi drogami). Bardzo mało było za to wszelkiego rodzaju karabinów, nie mówiąc już o pistoletach maszynowych, czy też ciężkich karabinach. Poniżej na fot. zamieszczone zestawienie broni placówki AK Z Tymbarku za VIII 1943r.

Dlatego na początku ujednolicono kadrę podoficerską, aby w przyszłości, można było sprawnie i skutecznie przeszkolić szeregowych, na wypadek posługiwania się bronią, opanowaniem taktyki walki w polu, działań partyzanckich w okrążeniu itp. Z czym miejscowi konspiratorzy nie mieli do tej pory do czynienia. Ich głównym zadaniem, był wywiad, zbieranie informacji na temat przygotowania i działań okupanta w terenie.

Pierwszym ważnym elementem, było przeprowadzenie kursu podchorążych, jesienią 1943r., który ukończyło 12 podchorążych. Zajęcia teoretyczne w terenie, oraz ćwiczenia odbywały się na górze Kostrza. W między czasie, w listopadzie 1943 r., por. Krzewicki, został awansowany na kapitana WP. Udało się zweryfikować stan osobowy żołnierzy na lokalnych placówkach. Ustalono, że gmina-placówka, będzie się organizować na wzór przedwojennej kompanii. Poszczególne gromady i wsie, które wschodziły w skład placówki wystawiały plutony i drużyny, miało to usprawnić szybką mobilizację w ramach przygotowanego powstania w kraju.

Działalność w formie stricte partyzanckiej była ograniczona z dwóch powodów, ze względu na brak broni oraz stałe zagrożenie, jakie takie akcje mogły ściągnąć na głowy mieszkańców ze strony okupanta. Jak wspominał J. Krzewicki: (…)Nie było możliwe przeprowadzenie większej akcji, czasem nie było nawet czym zlikwidować konfidenta(…)

Aby rozpocząć rzeczywistą walkę z okupantem, należało oczyścić przedpole, z tego co nagromadziło się wśród lokalnej społeczności w czasie okupacji. Chodziło oczywiście o realną, nie tylko na papierze, walkę z konfidentami, donosicielami, szpiclami, ale o przeciwstawianie się różnego rodzaju bandytyzmowi. Akcję, którą przeprowadzono na jesieni, a dotyczyła likwidowania band rabunkowych, określono kryptonimem: WRZÓD.

Tak to już jest, że historia nie wybiela, nie jest nigdy czarno-biała, a granice między dobrem a złem zaskakująco potrafią się zacierać. Nie inaczej było na limanowszczyźnie. Członkom AK również zdarzały się różnego rodzaju wykroczenia i wybryki, które negatywnie wpływały na oceną działalności AK w regionie. Bardzo często zdarzały się przypadki, że do siedziby żandarmerii lub policji w Limanowej, zgłaszali się mieszkańcy z okolicznych wiosek, np. „posłusznie donosząc”, co sąsiad przechowuje w stodole czy piwnicy, czego nie oddał na kontyngent, z kim kto się spotyka i w jakim celu.

Inną sprawą były leśne bimbrownie, postawione w parowach, korytach potoków, alkohol, który w głównej mierze prowadził do demoralizacji społeczeństwa, gadulstwa, które było przyczyną „wsyp” i aresztowań. (…)W związku z czym tropiliśmy domowe wytwórnie bimbru: niszczyliśmy aparaturę, a niepoprawnych „producentów” karaliśmy chłostą lub przymusem jedzenia przygotowanego do pędzenia zacieru.(…)Karę chłosty lub strzyżenie głów na łyso stosowano wobec kobiet, które zadawały się z Niemcami lub miały zbyt „długi język”(…). Do wykonywania powyższych czynności był przeznaczony oddział dyspozycyjny(egzekucyjny), który na podstawie śledztwa, wykonywał wyroki w zależności od kwalifikacji czynu. O obowiązującym kodeksie karnym, będziemy jeszcze wspominać.

Komenda Obwodu utrzymywała się ze środków z Inspektoratu nowosądeckiego, z tej kwoty dzielono odpowiednio na pokrycie działalności oddziałów, zapomogi otrzymywali żołnierze „spaleni”, którzy nie mogli wrócić do swych domów, by nie narażać życia domowników, nie mogli pracować na roli. (Poniżej na fot. sprawozdanie z wydania posiłków dla plutonów).  Wystawiano kwity, o rekwizycji bydła na rzecz AK (krowy po pewnym czasie wracały do gospodarza) w celu zapobiegania rekwizycjom niemieckim. W gminach, konfiskowano maszyny do pisania oraz niszczono kartoteki meldunkowe.

W siedzibie Komendy, pod Kostrzą, wydawano co tydzień gazetkę – powielaną i rozsyłaną do innych placówek w całym powiecie. Redaktorem i wykonawcą był pchor. Alojzy Biernat „Ryszard”. W prasie wykorzystywano materiały z nasłuchu radiowego, z prasy konspiracyjnej z centrali. (…)Przygotowywała je moja żona Barbara „Wiesława”, która obsługiwała też radio. Winietę przedstawiającą polskiego żołnierza depczącego sztandar hitlerowski, wykonał pchor. „Niepokój”. Gazetkę wydawano do końca okupacji(…) Jeżeli już była mowa o radiu, to warto wspomnieć, że kpt. Krzewicki na początku grudnia 43’ otrzymał z Inspektoratu odbiornik radiowy na słuchawki, zasilany z baterii lub akumulatora motocyklowego. Jak wspominał (…)Można było używać baterii produkowanych w konspiracji. Aparat był mały i można go było nosić przy sobie(…).

Głównie, jesienią 1943 r., zajmowano się głównie zbieraniem informacji, broni oraz walką propagandową. W październiku, na obszarze całego powiatu rozpoczęła się akcja „OKTOBER”. W widocznych miejscach, na murach, budynkach administracji i zajmowanych przez okupanta, zaczęły pojawiać się napisy „Oktober”. W listopadzie, do prominentnych urzędników niemieckich z terenu powiatu (w samej Limanowej w różnym okresie było ponad 100 takich osób) pod zdobyte adresy, przesyłano listy o treści:

Wykorzystano materiały: Okruchy wspomnień z lat walki i martyrologii AK, Kraków 1997, nr 23, s 29-35.

 Fotografie notatki związanej z rozpoczęciem akcji „Wrzód” i „Oktober”, zbiory własne autora. Fot. Kpt. Juliana Krzewickiego pochodzi ze zbiorów Pana Jerzego Krzewickiego. 

Reset Cookies